^ Powrót na górę

 

 

Marek Białokur o stosunkach polsko-ukraińskich

Rozmiar tekstu:

grot
Klub Historyczny im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” zorganizował w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu spotkanie z historykiem dr. Markiem Białokurem. Uczestnicy tej lekcji historii – uczniowie II klasy I Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Jagiellończyka – wysłuchali wykładu o stosunkach polsko-ukraińskich w latach 1939-1947.

Stosunki te Marek Białokur dzieli na trzy etapy: w pierwszym, objętym latami 1939-41, ludność dawnych polskich kresów wschodnich została przetrzebiona przez Rosjan masowymi wywózkami i mordami. Ukraina była wówczas częścią sowieckiej Rosji.

Wydarzeniem rozpoczynającym etap drugi jest niemiecka napaść na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 r. – Po klęsce Niemców pod Stalingradem w 1943 r. nacjonaliści ukraińscy zdali sobie sprawę, że hitlerowcy już tej wojny nie wygrają. Postanowili więc dołożyć starań, by na ich terenach po przetoczeniu się frontu i ustaniu walk nie było nikogo oprócz samych Ukraińców. Polaków uważali za żywioł wrogi, który nigdy nie chciał istnienia samodzielnego państwa ukraińskiego – mówił dr Białokur. Przystąpili więc do ich masowej eksterminacji. Tak doszło do wydarzeń z lat 1943-44, które przeszły do historii jako Rzeź Wołyńska i do dziś ważą na stosunkach polsko-ukraińskich.

W tamtym czasie na terenach dawnych kresowych województw Rzeczypospolitej rozpętało się piekło. Wspomnienia tych, którym cudem udało się przeżyć, mrożą krew w żyłach. Nie oszczędzano nikogo. Kto nie został w porę ostrzeżony i nie zdążył uciec, ginął. W sieci nie brakuje opisów świadczących o bezprzykładnym bestialstwie Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, wspomaganych przez ludność cywilną. Jest to materiał dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach.

Okres trzeci to powojenna akcja „Wisła”, polegająca na przesiedleniu ludności z południowo-wschodniej części Polski (już w nowych granicach) na tereny odzyskane na zachodzie i północy. – Akcja ta, przeprowadzona w latach 1945-47 przez wojsko, Milicję Obywatelską i oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, była odwetem wymierzonym w OUN-UPA i jej zaplecze w postaci cywilnych mieszkańców. Ludność wymieszano, by uciąć więzi rodzinne. Niektórzy po jakimś czasie próbowali wracać, ale w miejscu swoich dawnych siedzib zastali pustkę. Celem władz było osadzenie tam żywiołu polskiego, jednak Polacy nie chcieli się osiedlać w miejscach naznaczonych taką historią. Efekt jest taki, że do dziś tereny, na których kiedyś tętniło życie, dzisiaj zieją pustką. To dlatego Bieszczady są takim odludziem – opowiada Marek Białokur.

Opowieść o trzech podokresach stosunków polsko-ukraińskich w latach II wojny światowej i krótko po niej historyk ujął w klamry wydarzeń wcześniejszych i późniejszych. Nawiązał do XVII-wiecznego powstania kozackiego Bohdana Chmielnickiego, do budzenia się świadomości narodowej Ukraińców w XIX w. i do kontaktów Józefa Piłsudskiego z Semenem Petlurą w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. Mówił też o wydarzeniach późniejszych, znanych nam z doniesień medialnych ostatnich lat: walkach na Majdanie, zajęciu Krymu przez Rosjan czy filmie „Wołyń”, który wciąż nie może wejść na ekrany polskich kin. – Bardzo skomplikowane stosunki polsko-ukraińskie są politycznie niewygodne. Polska jako pierwsza uznała niepodległość Ukrainy na początku lat 90., więc jak ma ją teraz potępiać? Poza tym jako naród też nie jesteśmy bez winy wobec Ukraińców – podsumował Marek Białokur.

T.O.

1  2

3  5