^ Powrót na górę

 

 

Polska mniejszych miast według Filipa Springera

Rozmiar tekstu:

pbp
To nie jest książka o konkretnych miastach, tylko o miastach takich jak…, a kluczem do ich przedstawienia jest utrata statusu województwa – mówił na spotkaniu w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu Filip Springer, reporter, autor książki „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”.

Właściwie prawie same negatywy. Miasta, o których opowiada „Archipelag”, po spadku znaczenia związanym z utratą województwa, zdecydowanie podupadły. Kopalnie i fabryki, niegdyś organizujące życie trzech czwartych mieszkańców miejscowości, zostały zamknięte, a w wielu wypadkach zrównane z ziemią. Bezrobocie i związany z nim brak pieniędzy spowodowały upadek handlu, przejmowanego stopniowo przez sieciówki ulokowane w nowo pobudowanych galeriach handlowych. – Te ostatnie są zresztą dla wielu mieszkańców namiastką wielkiego świata, wokół której toczy się życie. Galeria spowodowała upadek lokalnego handlu? Nie szkodzi! Przez nią zamknęły się małe sklepy wokół miejskiego rynku i bazarek, na którym kupowało się ciuchy przez kilkadziesiąt ostatnich lat? To nic! Mamy przecież galerię, nasz mały azyl wielkomiejskości, w którym jest jasno, ciepło i kolorowo – opowiada autor książki.

Kolejny minus utraty znaczenia: spadek liczby ludności. Jednym ubyło mniej, innym więcej, choć są nieliczne wyjątki. Na przykład Skierniewice są pod tym względem wyjątkowo stabilne. Nie wynika to jednak bynajmniej z tego, że miasto jako miasto radzi sobie lepiej od innych. Po prostu była to zawsze sypialnia Warszawy i Łodzi.

Czy ucieczka, zwłaszcza młodzieży, w poszukiwaniu lepszej przyszłości, jest czymś złym? Ostatecznie w dziejach miast są okresy lepsze i gorsze, raz się rozwijają, kiedy indziej znów ich znaczenie maleje. – Według mnie poczytywanie ciągłego wzrostu liczby ludności za rozwój jest błędem. Należałoby spojrzeć na ten problem inaczej. Może sukcesem będzie, gdy liczbę ludności miasteczka uda się zatrzymać na podobnym poziomie i na tym należy się skupić – mówi Filip Springer.

Błędem jest też notoryczne porównywanie przez mieszkańców swojego, niedużego przecież miasta, z ośrodkami większymi, leżącymi niedaleko. Sieradz nigdy nie będzie Łodzią, a Łódź nie zostanie Warszawą. Dlatego podpatrywać rozwiązania można tylko w miastach porównywalnych pod względem wielkości i potencjału.

Autor „Miasta Archipelag” nie pozostawił suchej nitki na samorządowcach zarządzających byłymi miastami wojewódzkimi, zarzucając im brak nowoczesnego podejścia do kierowania miejskim organizmem, a często i zwykłą bezmyślność. Jednym z przykładów, jakimi się tu posłużył, są modne w ostatnich latach rewitalizacje starówek. Odnawiając je, w kilku miastach wprowadzono zakaz wjazdu do ścisłego centrum, zupełnie lekceważąc fakt, że w dzisiejszych czasach samochód jest podstawowym środkiem lokomocji, i że jeśli ktoś nie będzie mógł dojechać do rynku, piechotą na pewno tam nie pójdzie. Efekt: spadek dochodu lub bankructwo sklepów ulokowanych w części miasta objętej rewitalizacją.

– Nie używam słowa prowincja, bo źle się kojarzy, ale w miastach, które odwiedziłem, spotkałem się z zachowaniem, które można nazwać prowincjonalnym. Przykład: moje wizyty w poszczególnych miastach opisywałem na bieżąco w blogu. W raporcie wejść na tę stronę widać, gdzie było najwięcej odsłon. I tak materiał o Skierniewicach otwierano w Skierniewicach, o Tarnowie w Tarnowie, a w Sieradzu o Sieradzu. Wśród mieszkańców małych miast nie ma ciekawości o tym, co się dzieje gdzie indziej – twierdzi reporter.

Zapytany o pozytywy życia w mniejszych ośrodkach miejskich, wymienił niższe – w porównaniu z metropoliami – koszty utrzymania, łatwość w pielęgnowaniu relacji międzyludzkich i lepszą kulturę pracy, pozbawioną korporacyjnego wyścigu szczurów.

Spotkanie z Filipem Springerem poprowadziła dziennikarka „Dziennika Łódzkiego” Anna Sikora.

T.O.

1  2

3  4

5  6

7  8

9  10

12  13

14  15

16  17

18  19

20  21

22  23