^ Powrót na górę

 

 

Marek Urbański opowiedział o Rudolfie Weinercie

Rozmiar tekstu:

muzeum
W sieradzkim Muzeum Okręgowym archeolog Marek Urbański opowiadał o pierwszym kustoszu placówki Rudolfie Weinercie. Spotkanie zostało zorganizowane w 70. rocznicę śmierci bohatera.

Rudolf Weinert Pochodził z Wieliczki. – To druga znana postać z historii Sieradza, która urodziła się właśnie w Wieliczce. Jakiś czas temu otwieraliśmy w naszym muzeum wystawę poświęconą Józefowi Stanisławskiemu, lekarzowi, ale też muzealnikowi i archeologowi sieradzkiemu. Jego miastem pochodzenia również była Wieliczka – mówił Marek Urbański, kierownik działu archeologii i pelontologii muzeum w Sieradzu.

Weinert był nauczycielem, ukończył seminarium nauczycielskie w Krakowie. W 1915 roku został zmobilizowany i skierowany na front wschodni. Stamtąd w roku 1919, a więc niemalże prosto z frontu, trafił do Sieradza i rozpoczął pracę jako nauczyciel. – Miał zamiłowanie do archeologii, jak zresztą wielu międzywojennych nauczycieli. Weinert prowadził badania w okolicach Sieradza. Dokonał wielu interesujących odkryć, które jednak, ponieważ w mieście nie było muzeum, trafiły m.in. do Łodzi i Krakowa. Dopiero później, w latach 30., zaczęto je gromadzić na miejscu.

Kustosz opiekował się muzeum również w czasie II wojny światowej. – Gdy zaczęła się okupacja, Weinert, jako z Austriak pochodzenia, podpisał volkslistę i został reichsdeutschem. Zachowały się dokumenty, w których prosił administrację niemiecką o ochronę stanowisk archeologicznych na powstającym w Sieradzu poligonie czołgowym. Już w 1940 roku pisał do komisarza miasta o konieczności ochrony zabytków dworskich w regionie sieradzkim i zabezpieczenia ich przed kradzieżą. Zachowała się również delegacja, którą otrzymał Weinert na wyjazd do Burzenina, by tam doglądać archiwaliów – opowiada Marek Urbański.

W obliczu zbliżającego się frontu, kustosz postanowił ochronić zgromadzone zbiory. Popakował je w skrzynie i ukrył na terenie sieradzkiego klasztoru oraz mleczarni, która znajdowała się wówczas przy ul. Zamkowej, w miejscu, w którym dziś stoi szkoła. Dzięki temu część zabytków ocalała.

Śmierć Rudolfa Weinerta nastąpiła w okolicznościach tyle niejasnych, co dramatycznych. 22 stycznia 1945, a więc dwa dni po zbombardowaniu Sieradza przez lotnictwo sowieckie, po ucieczce Niemców, a przed wejściem Rosjan, gdy w mieście panował chaos, do domu Weinertów przy ul. Stodolnianej przyszedł niejaki Bobrowski, sieradzanin, w towarzystwie swojego szwagra, i zastrzelił zarówno Weinerta, jak i jego żonę, próbującą zasłonić męża.

Do dziś niejasne są motywy tego morderstwa. Według jednych świadków, zabójstwo było efektem denuncjacji Bobrowskiego przez Weinerta, za co Bobrowski trafił na gestapo, ale został po pewnym czasie wypuszczony. – Bobrowski handlował bimbrem, po którym ci, co go pili, tracili wzrok, a kilka osób nawet zmarło. Weinert, wiedząc o tym, przestrzegał Bobrowskiego, że jeśli nie zaprzestanie tego procederu, zawiadomi władze i w końcu to zrobił. Kiedy Niemcy uciekli, a w mieście panowało zamieszanie po bombardowaniu, Bobrowski ze szwagrem poszli do Weinerta i z zemsty zabili go. To jedna z wersji motywów morderstwa – wyjaśnia Jerzy Kowalski, dyrektor Muzeum Okręgowego w Sieradzu.

Według drugiej wersji, motywem zabójstwa była kradzież. Część cennych przedmiotów, w tym numizmaty, Weinert przechowywał w domu i Bobrowski o tym wiedział. A jak było naprawdę, pewnie się już nie dowiemy.

T.O.

IMG 3962  IMG 3969

                                   IMG 3973