^ Powrót na górę

 

 

Józef Szczeblewski. Siłacz, bednarz, hejnalista

Rozmiar tekstu:

muzeum
Był jedną z tych postaci, które trudno zaszufladkować. Jego życiorys można podsumować trzema słowami: bednarz, sportowiec, hejnalista, ujętymi w tytuł spotkania poświęconego Józefowi Szczeblewskiemu. W Muzeum Okręgowym opowiadał o nim regionalista Jan Pietrzak.

Wielu sieradzan go pamięta. Jeśli ktoś interesuje się postacią Arego Szternfelda, wie, że gdy pionier światowej kosmonautyki przyjeżdżał do Sieradza, odwiedzał swój rodzinny dom przy ul. Ogrodowej – dom, w którym po wojnie wraz z rodziną zamieszkał właśnie Józef Szczeblewski. Co łączyło obu panów? A choćby to, że obaj byli w swoich dziedzinach pionierami. Szternfeld przecierał szlaki w badaniach kosmosu, zaś Szczeblewskiemu przypadła w udziale historyczna rola trębacza, który 6 października 1962 r. po raz pierwszy wykonał hejnał Sieradza. Zagrał go z wieży Ochotniczej Straży Pożarnej przy Krakowskim Przedmieściu i grał go tak do 1986 r. Potem przekazał obowiązki Kazimierzowi Marciniakowi, który sieradzkim hejnalistą jest do dziś.

Józef Szczeblewski urodził się w Łodzi w 1908 r., ale w 1916 wraz z rodzicami przeniósł się do Sieradza. Nie dla wszystkich Łódź była ziemią obiecaną. Ojciec Józefa – również Józef – jako bednarz nie mógł znaleźć sobie miejsca w wielkim mieście. Za to w Sieradzu odnalazł się szybko: zapotrzebowanie na beczki było choćby w browarze Danielewicza. Potem otworzył własny zakład. Umarł w 1918.

Młody Józef zdradzał zamiłowanie do sportu. Należał do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Dużo trenował siłowo, rekompensując tężyzną fizyczną swój niski wzrost. W 1930 r. został powołany do zasadniczej służby wojskowej. Odbył ją w 25. Warszawskim Pułku Piechoty. Miał już wówczas na koncie wiele sportowych sukcesów. Dla przykładu – w 1927 r. zdobył pierwsze miejsce w marszobiegu Praszka-Łódź, pokonując zawodników dużo bardziej utytułowanych od siebie.

Mimo propozycji pozostania w wojsku, wrócił do domu, by pomagać samotnej matce. Nadal trenował, i to intensywnie. Trafił pod skrzydła nie byle kogo, bo samego Władysława Pytlasińskiego, ojca polskich zapasów, mistrza świata. – Treningi siłowe wyglądały wtedy zupełnie inaczej niż teraz. Józef Szczeblewski nie miał do dyspozycji siłowni z całym oprzyrządowaniem. Zawodnicy ćwiczyli na świeżym powietrzu, nad Wisłą. Zamiast sztangi był słup telegraficzny, z którym się po prostu biegało – mówi Jan Pietrzak.

W 1939 Józef Szczeblewski otworzył prywatny zakład bednarski na ul. Dominikańskiej, prowadził go do końca wojny. Po wyzwoleniu swoje beczki dostarczał m.in. do nowo powstałej sieradzkiej oficerskiej szkoły łączności, w której pewnego dnia dał popis swoich gimnastycznych umiejętności na tamtejszym torze przeszkód. Wówczas na krótko został nawet instruktorem gimnastycznym, ale był to tylko epizod w jego bogatym w wydarzenia życiu.

Potem pojawiły się sukcesy zawodowe, i to na arenie międzynarodowej. Biegły w fachu bednarskim (a może trzeba w tym wypadku mówić o sztuce?) Józef Szczeblewski w 1966 r. został laureatem I nagrody rzemieślniczej, i to za żelazną kurtyną, bo w Niemieckiej Republice Federalnej. Wykonane przez niego beczułki nie miały sobie równych.

Spotkanie poświęcone Józefowi Szczeblewskiemu odbyło się w ramach Studium Regionalnego. Jest to cykl wykładów poświęconych osobom zasłużonym dla regionu sieradzkiego.

T.O.

IMG 1816  IMG 1824

IMG 1829  IMG 1841

IMG 1844  IMG 1846

IMG 1847  IMG 1852