^ Powrót na górę

 

 

Z historii powiatu sieradzkiego. Korespondencje z getta

Rozmiar tekstu:

publikacja
Na lokalnym rynku wydawniczym pojawiła się nowa publikacja dotycząca historii powiatu sieradzkiego. Jest to „Niedopowiedziana historia. Karty pocztowe z getta łódzkiego” Adriany Bryk. Autorka jest kierownikiem sieradzkiego oddziału Archiwum Państwowego w Łodzi. Swoją książkę oparła na korespondencji, która nigdy nie dotarła do adresatów.

Podstawą publikacji jest kilkadziesiąt kart pocztowych nadanych przez mieszkańców getta łódzkiego. Ich adresatami były rodziny, znajomi i przyjaciele, znajdujący się w innych miejscach odosobnienia na terenie ówczesnego powiatu sieradzkiego Kraju Warty. Najczęściej były to getta w Sieradzu, Zduńskiej Woli, Szadku, Warcie i Złoczewie.

W tym, że mieszkańcy jednego getta pisali do mieszkańców innego getta, nie ma nic nadzwyczajnego. Autorka jednak spojrzała na temat nieco inaczej. – Zajęłam się kartkami, które nigdy z getta nie wyszły, bo zostały zatrzymane przez niemiecką cenzurę, przy czym nadawcy o tym nie wiedzieli, myśląc, że ich korespondencje dotarły do celu – mówi Adriana Bryk.

Wątpliwości cenzury budziły z pozoru niewinne sformułowania, oczywiście niewinne dla kogoś mało zorientowanego w rzeczywistości getta. A między wierszami można o niej przeczytać sporo, np. „Kończę moje pisanie serdecznymi pozdrowieniami i mam nadzieję, że pokój już w niedługim czasie nadejdzie, i że jeszcze tego dożyjemy” (pisane do getta w Zduńskiej Woli); albo: „Dziwi nas bardzo, że od nas nie dostaliście żadnej poczty, skoro bardzo często do Was piszemy” (do getta w Sieradzu); albo: „Jedyna osoba, która u mnie zarabia na życie, to Frymytka. Zarabia mało. Pogadaj z kuzynem Janklem Mendlem, może by mi co pomógł” (do getta w Szadku); albo zdanie: „Jeśli mielibyście możliwość, proszę przyślijcie buty dla Racy”, świadczące o panującej w getcie biedzie (pisane do getta w Warcie).

Część Żydów zdawała sobie sprawę, co ich czeka, i próbowała te informacje przemycić na zewnątrz. Przykładem jest choćby kartka napisana do getta w Zduńskiej Woli. Cenzor podkreślił na czerwono taki fragment: „Piszę do Was znowu kartkę, ponieważ całkiem możliwe, że niektórzy znowu będą musieli wyruszyć. W każdym razie nie skarżę się. Jestem już, jak to się mówi, na to nastawiona”. Gdy cenzor znajdował w treści cokolwiek podejrzanego, stawiał pieczęć z adnotacją „Inhalt unzulassig” („Treści niedozwolone”).

Listy bywały pisane w czasie przerw w pracy, brudnymi rękami, stąd plamy, naderwania i skazy, co też mogło świadczyć o sytuacji w getcie. Takich brudnych kartek cenzor nawet nie czytał, od razu przystawiając pieczęć „Unsauber” („Niechlujnie, nieczysto”).

Korespondencje były pisane po niemiecku, bo tylko ten język obowiązywał mieszkańców getta. Autorka przetłumaczyła je na polski. Cała publikacja jest dwujęzyczna: na język angielski przełożyła ją Elżbieta Czajka, pracownik Archiwum Państwowego w Łodzi. Z ponad 22 tys. kart pocztowych nadanych z getta łódzkiego do gett prowincjonalnych, zachowanych w Archiwum Państwowym w Łodzi, Adriana Bryk wybrała 30 jej zdaniem najciekawszych. Można je też zobaczyć w oryginale, bo zostały zeskanowane i umieszczone w pracy.

Książkę „Niedopowiedziana historia. Karty pocztowe z getta łódzkiego” wydało łódzkie wydawnictwo „Księży Młyn” w 200 egzemplarzach. Publikacja jest dostępna w Archiwum Państwowym w Łodzi oraz w jego oddziale w Sieradzu.

T.O.

1  3

4  5

5a  6