^ Powrót na górę

 

 

Drugie życie dzieci Holocaustu

Rozmiar tekstu:

muzeum
Muzeum Okręgowe w Sieradzu odwiedziła przewodnicząca Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu w Polsce Joanna Sobolewska-Pyz i autorka książki „Nie mogliśmy pojąć, dlaczego… Losy i przeżycia dzieci Holocaustu” Anna Kołacińska-Gałązka. Ich wizyta związana jest z przypadającą w tym roku 75. rocznicą likwidacja sieradzkiego getta.

Część swojego wystąpienia Joanna Sobolewska-Pyz poświęciła wystawie, zatytułowanej „Moi żydowscy rodzice, moi polscy rodzice”. Opowiada ona o losach piętnaściorga dzieci żydowskich, urodzonych w czasie wojny. W obliczu zagłady, biologiczni rodzice oddali je na wychowanie polskim rodzinom, by zwiększyć szanse na ocalenie. Takim dzieckiem jest Joanna Sobolewska-Pyz, takimi dziećmi byli również rodzice Anny Kołacińskiej-Gałązki.

– Gdy 26 lat temu rozpoczynaliśmy działalność naszego stowarzyszenia, zgłosiło się do nas 45 osób. Potem było nas coraz więcej i u szczytu działalności liczyło ono 800 członków. Połowa z nich już nie żyje. Mamy w tej chwili około 400 osób, które zostały uratowane dzięki temu, że rodzice podarowali im nową tożsamość – mówiła Joanna Sobolewska-Pyz, przewodnicząca Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu w Polsce.

Z tą tożsamością jest problem, który bywa, że przeradza się w wewnętrzny dramat. Nie wszyscy przybrani rodzice mieli odwagę powiedzieć dzieciom prawdę. Człowiek, który po kilkudziesięciu latach życia dowiaduje się, iż jego dotychczasowe życie w jakimś sensie było fikcją, zadaje sobie pytania, na które może nie znaleźć odpowiedzi.

Joanna Sobolewska-Pyz tłumaczy dalej: – To rozdwojenie dotyczy nie tylko rodziców, ale też kultury i wiary. Byliśmy wychowani przez rodziny katolickie w duchu katolickim, nasze życie niczym nie różniło się od życia dzieci polskich. Wśród nas są osoby, które były ukrywane przez siostry zakonne w klasztorach. Trudno sobie wyobrazić, co czuły, gdy dowiedziały się o swoim żydowskim pochodzeniu. Nie można tego porównać z czymkolwiek.

Skrajnym przykładem jest tu postać Jakuba Waszkinela, katolickiego księdza, który po latach posługi kapłańskiej dowiedział się, że jest dzieckiem Holocaustu. – Mieszka w Izraelu, ale moim zdaniem lepiej byłoby mu w Polsce. A to dlatego, że państwo Izrael jest mocno restrykcyjne: albo jesteś katolikiem, albo Żydem. Ogromny problem ks. Waszkinela polega na tym, że on chce być jednym i drugim – opowiada Joanna Sobolewska-Pyz.

Efektem działalności stowarzyszenia są spotkania, wystawy, projekty edukacyjne oraz publikacje. Najnowszą wśród tych ostatnich jest „Nie mogliśmy pojąć, dlaczego… Losy i przeżycia dzieci Holocaustu”. – To niepowtarzalne źródło historyczne. Książka składa się ze wspomnień z dzieciństwa, które przypadło na straszne czasy zagłady Żydów. Gdy je czytałam, słowa jednego z tych dzieci wydały mi się wspólne wszystkim wypowiedziom: „Nie mogliśmy pojąć, dlaczego...”. Te dzieci nie rozumiały za wiele z tego, co się z nimi dzieje, nie wiedziały, czemu muszą zachowywać się tak, jak się zachowują. Tą publikacją zwracamy uwagę nie tylko na tych, którzy przeżyli. Chcemy pamiętać również o tych najmłodszych zabranych przez Holocaust.

Wystawie „Moi żydowscy rodzice, moi polscy rodzice” poświęcona jest strona internetowa moirodzice.org.pl. Można na niej znaleźć wspomnienia osób, które we wczesnym dzieciństwie zostały wyciągnięte z gett i oddane na wychowanie polskim rodzinom. Autorem oprawy graficznej strony oraz samej wystawy jest Jacek Gałązka, designer informacji i projektant graficzny, obecny również na spotkaniu w Sieradzu.

T.O.

1  2

3  4

5  6

7  8

9  10

12  13

14  15