Polacy w Anglii. Spojrzenie Katarzyny Bzowskiej-Budd

Rozmiar tekstu:

pbp
Książka „Mieszkam na wyspie” to zbiór felietonów, reportaży i komentarzy politycznych dotyczących sytuacji w Anglii i stosunków polsko-brytyjskich. Jej autorka – Katarzyna Bzowska-Budd, dziennikarka i socjolog – była gościem Powiatowej Biblioteki Publicznej w Sieradzu.

Publikacja jest efektem 37-letniego pobytu Londynie. Katarzyna Bzowska-Budd wyjechała do Anglii w 1980 roku i niemal od razu związała się z tamtejszą prasą polonijną – „Dziennikiem Polskim” i „Dziennikiem Żołnierza”. Na swoim koncie ma również współpracę z innymi pismami, wychodzącymi w Polsce i za granicą – m.in. „Gazetą Niedzielną” (Londyn), „Nowym Dziennikiem” (Nowy Jork) i „Odrą” (Wrocław). Należy do zarządu Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Za wieloletnią pracę dziennikarską prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski odznaczył ją Krzyżem Zasługi.

Spotkanie z Katarzyną Bzowską-Budd w PBP poświęcone było refleksjom na temat sytuacji Polaków w Wielkiej Brytanii, postrzegania naszych rodaków przez Brytyjczyków i stereotypom wpływającym na obustronne relacje.

Autorka książki „Mieszkam na wyspie” jest łącznikiem między pokoleniami polskich emigrantów. – Gdy zaczynałam pracę w polskojęzycznej prasie londyńskiej, pisywali do niej ludzie pamiętający przedwojenną Polskę. Moimi redakcyjnymi kolegami byli uczestnicy powstania warszawskiego. Miałam przyjemność osobiście poznać prezydenta Kaczorowskiego, Ludwika Łubieńskiego, który był adiutantem generała Sikorskiego, uczestniczyłam w setnych urodzinach generała Maczka. Słowem, praca w redakcji dała mi możliwość poznania wielu bardzo ciekawych ludzi – mówiła Katarzyna Bzowska-Budd.

Dziennikarka zwróciła uwagę na ogromne zmiany, jakie zaszły w postrzeganiu Polaków przez Brytyjczyków na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat. Gdy w 1980 przyjechała do Londynu i pytała jego mieszkańców o Polskę, odpowiedzią było albo wzruszenie ramionami, albo zdziwienie, że jest to suwerenny kraj z własnym językiem i kulturą, a nie część Rosji. Po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej sytuacja uległa zmianie, co nie znaczy, że stosunki polsko-brytyjskie stały się prostsze. Nic podobnego, wciąż są skomplikowane i naznaczone trudnościami asymilacyjnymi. – Tuż po wystąpieniu Wielkiej Brytanii ze struktur europejskich, czyli słynnym już Brexicie, powstało tam kilka ugrupowań politycznych wprost szczujących opinię publiczną na Polaków. Pojawiają się m.in. nieuzasadnione oskarżenia o zabieranie miejscowym pracy, co jest absurdem, bo oni by tego zatrudnienia i tak nie podjęli. Zresztą zawsze miałam tam odczucie, że jestem „tą Polką”. Trzeba jednak przyznać, że i przybywający na wyspy Polacy się zmieniają. Każda kolejna polska fala emigracyjna jest inna od poprzedniej. A w ogóle o Brexicie zdecydowały dwie rzeczy: za duża liczba emigrantów i oczywiste kłamstwo, że jeśli społeczeństwo opowie się za wyjściem z UE, znacząco wzrosną nakłady na służbę zdrowia – powiedziała autorka.

W wielu aspektach różnice między Polakami i Brytyjczykami są tak znaczne, że pełna integracja na wyspach wydaje się niemożliwa. – Moja teściowa, Brytyjka z dziada pradziada, zarzucała mi brak grzeczności, bo nie używałam za często słów „dziękuję, proszę, przepraszam”. Dla nich jest to dziwne, podczas gdy w codziennej polszczyźnie nie ma za wiele miejsca na te wyrazy, zresztą my Polacy nie mamy potrzeby ciągłego przepraszania i dziękowania – opowiada Katarzyna Bzowska-Budd.

We wspomnieniach z Wielkiej Brytanii znalazło się również miejsce na kuchnię angielską, zróżnicowanie kulturowe Londynu oraz sytuację polityczną na Wyspach Brytyjskich.

Inicjatorką spotkania z Katarzyną Bzowską-Budd była sieradzka poetka Agnieszka Jarzębowska. Wizyta dziennikarki w Sieradzu jest efektem spotkania obu pań na londyńskich Europejskich Dialogach Poetyckich w 2014 roku.

T.O.

1  2

3  4

5  6

7  9

10  11

12  13