^ Powrót na górę

 

 

Dzieje sieradzkiej drukarni

Rozmiar tekstu:

muzeum
– Nie można mówić o historii sieradzkiego drukarstwa, nie wspominając o prekursorach polskiej sztuki wydawniczej. A byli nimi sieradzanie: Stanisław Siennik i Cyprian Bazylik. Od nich zaczynają się dzieje drukarstwa w naszym mieście – powiedział regionalista Jan Pietrzak podczas spotkania w Muzeum Okręgowym.

To był początek historii. Na jej końcu znajduje się poniemiecki budynek przy ul. Ks. Leśniewskiego (do niedawna 23 Stycznia), przejęty przez drukarzy po powojennym remoncie. Drukarnia była tu do lat 90. ubiegłego wieku. – Wtedy zakład został sprywatyzowany. Działał do 2007 roku, w którym ostatecznie upadł. Wyposażenie wyprzedano. Mało kto wie, że w budynku przy 23 Stycznia do końca znajdowały się dwie maszyny, pamiętające czasy drukarni ks. Aleksandra Brzezińskiego. Jest to postać bardzo zasłużona dla sieradzkiego drukarstwa. To właśnie ks. Brzeziński w 1919 r. założył w Sieradzu pierwszą drukarnię z prawdziwego zdarzenia. Co więcej, maszyny te służą do tej pory w dwóch drukarniach w Sieradzu – opowiada Jan Pietrzak.

Zakład ks. Brzezińskiego działał do wybuchu II wojny światowej. W 1919 nadano mu nazwę Ziemia Sieradzka – Zakłady Wychowawczo-Zawodowe Grafiki i Sztuki Stosowanej. Drukarnia i Introligatornia, by w 1936 zmienić ją na Zakłady Wychowawcze Akcji Dobrej Książki i Artystycznych Dzieł Kościelnych „Ziemia Sieradzka”. W czasie wojny Niemcy zlikwidowali drukarnię w Sieradzu, ale przezorni pracownicy zdołali zabezpieczyć i ukryć część maszyn i czcionek.

Okupacja nie była dla drukarstwa sieradzkiego okresem martwym. Przejęta przez Niemców drukarnia pracowała co prawda na potrzeby okupanta, ale za to wyposażono ją w nowoczesny sprzęt, który po wojnie został w Sieradzu i służył jeszcze przez wiele lat. Wyrzuceni z pracy drukarze też nie zasypiali gruszek w popiele. – Działali w konspiracji, wyrabiając m.in. fałszywe auswajsy i karty żywnościowe dla Polaków żyjących pod okupacją. Miernikiem znakomitej jakości tych dokumentów niech będzie fakt, że Niemcy nie mieli podejrzeń co do ich autentyczności. Nigdy też nie wpadli na trop świetnie zakonspirowanej, tajnej drukarni – mówi regionalista.

Po wojnie pracownicy przedwojennych drukarń sieradzkich szybko przystąpili do odtwarzania ruchu wydawniczego w mieście. Uciekający przed frontem Niemcy nie zdążyli wywieźć ani maszyn, ani zapasu papieru, więc zaplecze było gotowe. Dlatego rozwój postępował szybko – tak szybko, że konieczne było znalezienie dla drukarni większej siedziby, bo ta przy ul. Kościuszki była już za mała. Postanowiono wykorzystać niedokończony przez Niemców budynek mieszkalny przy ul. 23 Stycznia. Wymagał on co prawda generalnego remontu, bo przechodząca przez miasto Armia Czerwona zostawiła go w opłakanym stanie, ale po modernizacji świetnie służył potrzebom drukarni. Kilka lat temu obiekt ten zmienił właściciela i po przebudowie pełni funkcję, jaką pierwotnie zamierzali nadać mu Niemcy: jest budynkiem mieszkalnym.

Historia sieradzkiego drukarstwa nie jest zakończona. Podobnie jak większość branż, poligrafia boleśnie odczuła transformację gospodarczą przełomu lat 80. i 90. Do tego, jak we wszystkich dziedzinach bazujących na technologii, doszedł szybki rozwój sprzętu, skutkujący m.in. upowszechnieniem drukarek domowych. Branża musiała więc przejść transformację, by lepiej dostosować się do wymagań rynku i dopasować ofertę do potrzeb coraz bardziej stechnicyzowanego społeczeństwa.

T.O.

1  2

3  4

5  7

8  11

9  10

12  13

15  16

17  18

19  20