^ Powrót na górę

 

 

Było, nie minęło. Zapomniany most w Chojnem

Rozmiar tekstu:

detektywi
Powiat sieradzki po raz kolejny odwiedzili twórcy telewizyjnego programu historycznego „Było, nie minęło”. Ekipa filmowa pojawiła się w okolicach Chojnego, by wraz z Detektywami Pól Bitewnych – Maciejem Milakiem, Robertem Kielkiem i Wojciechem Józefiakiem – przygotować materiał o moście z 1939 roku.

Śladów po drewnianej przeprawie pozostało niewiele. Trudno dziś odnaleźć je w terenie, bo tam, gdzie wiosną 1939 r. żołnierze sieradzkiego Ośrodka Sapersko-Pionierskiego 10 Dywizji Piechoty wbijali pale w dno rzeki, dziś rosną gęste krzaki i drzewa. Na ocalałych starych fotografiach z początku wojny widać, że 80 lat temu teren był odkryty i, co więcej, rzeka miała inny bieg niż teraz. W zakolu w okolicach Chojnego nurt się rozdwajał, po czym znów zbiegał, tworząc wyspę. Oficerowie z dowództwa Armii „Łódź” uznali to miejsce za najkorzystniejsze i tu wiosną 1939 r. nakazali zbudować drewnianą przeprawę z przeznaczeniem dla wycofujących się polskich jednostek.

Szczegóły techniczne wyjaśnia Robert Kielek: – W dno rzeki wbito pale, na których położono konstrukcję przęseł. Każde jarzmo mostowe składało się z pięciu pali, wzmocnionych poprzecznie na krzyż dwoma zastrzałami. Szczyty pali spięte były łącznikami, na których oparta była konstrukcja leżąca mostu. Przęsło składało się z 13 jarzm wbitych w dno rzeki, stężonych wzdłuż mostu, stanowiących podporę wieżową: filar drewniany mostu. Na obrzeżach do kładki przymocowano barierki ochronne.

Obiekt zorientowany był na kierunkach północ-południe. Przęsło od strony południowej miało około 65 metrów długości. Drugie, północne, było o połowę krótsze. Łączyła je nieco ponad 100-metrowa droga przez wyspę. Zadbano też o drogi dojazdowe do mostu, a także o widoczność: wycięto wszystkie drzewa i krzaki w promieniu kilometra.

Most polowy pod Chojnem oddano do użytku niespełna miesiąc przed wybuchem wojny. – Latem strzegli go żołnierze polskiego posterunku, kontrolujący ruch i osoby korzystające z obiektu. Przeprawę przygotowano w miejscu umożliwiającym przejście przez rzekę Wartę na umocnione pozycje w miejscowościach Beleń i Strońsko, bezpośrednio z zachodniego brzegu – mówi Maciej Milak.

Na początku sierpnia 1939, mieszkańcy Chojnego, idąc przez nowy most na odpust do Strońska, widzieli gorączkowe przygotowania do wojny. „Na dole przed wzgórzami co kilkaset metrów stały betonowe bunkry, a dalej na przedpolu wzdłuż rzeki Warta – gęste zasieki z drutu kolczastego. Mieszkańcy byli święcie przekonani, że żadna armia nie przejdzie takiej linii obrony” – czytamy w artykule Wojciecha Józefiaka i Roberta Kielka „Zapomniany wrześniowy most 10 Dywizji Piechoty”, zamieszczonym w jednym z ubiegłorocznych numerów kwartalnika „Na Sieradzkich Szlakach” (3/135/2019/XXXIV). Społeczność Chojnego nie miała złudzeń: umocnień, okopów i bunkrów nie budowano ot tak sobie. Do tego most, ułożony przez żołnierzy. Wszystko składało się w logiczną całość: idzie wojna.

Wojciech Józefiak podkreśla, że most w Chojnem, mimo że był konstrukcją lekką i w pewnym sensie tymczasową, miał znaczenie strategiczne z punktu widzenia dowództwa Armii „Łódź”. Zgodnie z rozkazem operacyjnym, datowanym na 2 września 1939, można go było zniszczyć tylko na polecenie dowódcy armii. Dzień później decyzję o ewentualnym spaleniu lub wysadzeniu mostu pozostawiono dowódcy dywizji.

Wojskowi, którzy wybierali miejsce na budowę przeprawy, wiedzieli co robią. W pierwszych dniach września 1939 most oddał nieocenione usługi nie tylko żołnierzom, ale i ludności cywilnej, uchodzącej przed Niemcami z oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów południowo-zachodnich rejonów nadgranicznych. Niestety, posłużył również armii niemieckiej. Zgodnie z polskimi rozkazami, obiekt został wysadzony w powietrze, tyle że niedokładnie. Część przęseł ocalała i po doraźnej naprawie stała się bazą dla niemieckiego mostu pontonowego, po którym Wartę przebyły oddziały 17 Dywizji Piechoty z Norymbergi.

Konstrukcja przetrwała jeszcze kilka powrześniowych miesięcy. Na przełomie 1939/1940 rozebrano ją, obcinając podpory do poziomu lustra wody. Zima ta była wyjątkowo mroźna i śnieżna. Po roztopach Warta przybrała tak bardzo, że nurt wyżłobił sobie nowe koryto i już w nim pozostał.

Ponad osiem dekad później tajemnice zapomnianego mostu odkrywali Detektywi Pól Bitewnych. Gdyby nie oni, pewnie nic nie wiedzielibyśmy o załodze polskiego Karasia, zestrzelonej 3 września 1939 w podsieradzkiej miejscowości Kozy, nigdy nie poznalibyśmy losów strzelca Teofila Jurka, który zginął z bronią w ręku na polach Mnichowa, a także obcy byłby nam przebieg wrześniowych walk elitarnego 4 batalionu 31 Pułku Strzelców Kaniowskich, operującego w rejonie Dębołęki, Kuśnia i Dąbrowy Wielkiej.

Tereny między Chojnem, Borzewiskiem i Strońskiem, kiedyś zalane wodą Warty, a dziś poprzecinane mokradłami starorzecza, w ostatnią niedzielę stycznia 2020 r. Detektywi eksplorowali wspólnie z autorami programu „Było, nie minęło. Kronika zwiadowców historii”. Jego kolejny odcinek poświęcony będzie właśnie mostowi w Chojnem. Materiał zobaczymy w telewizji i internecie już na początku marca.

T.O.

1  2

3  4

5  6

7  8

9  10

11  11a

12  13

14  15

16  20

17  22

23  24\

25  27

26  28

29  30